Przejdź do głównej zawartości

Zainspiruj się

KSIĄŻKI


  • "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" N. H. Kleinbaum - od wielu lat na pierwszej pozycji. Gdy zapominam, dlaczego zostałam nauczycielką, przypomina mi o tym prof. Keating. Najlepsze jest to, że lektura podoba się nawet uczniom!




FILMY
  • "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" - film na podstawie wspomnianej wyżej książki w reż. doskonałego Petera Weira, z niezrównanym Robinem Williamsem w roli prof. Keatinga (polska premiera w 1990 r.).  Rzadko się zdarza, żeby oba dzieła (i film, i książka) były równie dobre, a tak jest w tym przypadku.
  • "Rita" - duński serial z 2012 r. o wychodzącej poza schematy nauczycielce, która świetnie radzi sobie z uczniami, choć gorzej z kolegami i koleżankami w pracy. Warto zobaczyć dlatego, że nie jest to amerykańska produkcja oraz niektóre sytuacje przedstawione w tym filmie wydają się dziwnie znajome...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przygotuj otoczenie

Nowy rok szkolny - nowe możliwości

Bardzo lubię początek roku szkolnego. Jest jak obietnica.  Wydaje się, że uczniowie ci sami, ale jednak inni: jedni urośli, drudzy dojrzeli, a jeszcze inni - i urośli, i dojrzeli. Ponieważ oni się zmienili, nie ma dwóch takich samych lekcji. Trzeba od nowa się poznać i wypracować komunikację. Pierwszego dnia patrzę na ich znajome twarze i cieszę się z naszego spotkania.  Przypomina mi się czas, kiedy zastanawiałam się nad wyborem zawodu. Podstawowym kryterium, które przyjęłam, było to, że poprzez swoją pracę chcę mieć wpływ na losy świata (wiem, jak to brzmi, ale naprawdę taka była moja motywacja!). Próbowałam wyobrazić sobie siebie w lekarskim fartuchu, w gabinecie psychologicznym, a nawet jako kierowcę PKS-u. Jednak uznałam, że najbardziej na te losy mogę wpłynąć ucząc innych, kształtując ich myślenie i postawy. Wewnętrznie czułam, że to jest to, co najbardziej chcę robić. Dziś, po kilkunastu latach pracy, nie patrzę już tak idealistycznie na zawód nauczyciela. Zbyt często zawód na…

Bawimy się w wojnę?

W tym roku prowadzę m.in. zajęcia w świetlicy w szkolnej, do której przychodzą dzieci w różnym wieku. Niedawno chłopcy z klas 2 i 3 zajęli się układaniem klocków. Po chwili z klockowymi karabinami zaczęli biegać i krzyczeć. Kiedy zapytałam, dlaczego tak się zachowują, odpowiedzieli: "Bo bawimy się w wojnę!". Musiałam mieć głupią minę. Po prostu zaniemówiłam. Wybąkałam tylko niezdarnie, żeby bawili się w coś innego. Nie pierwszy raz widzę taką zabawę, ale po raz pierwszy poraziło mnie to, że dla dzieci wojna to zabawa. Może to wpływ września, może tego, że mam w rodzinie 100-latka, który walczył we wrześniu 1939 r. pod Wieluniem, a potem był więźniem kilku obozów koncentracyjnych... Wiem, że wojna to porażka nas - ludzi - i trzeba robić wszystko, by jej uniknąć.  Teraz siedzę i myślę: może dla chłopców to naturalne i powinnam odpuścić? Tylko że jakoś mi to zgrzyta... Czy w ogóle dzieci mogą się bawić w pokój? Jak wytłumaczyć kilkulatkom, że wojna to nie zabawa? Mhm... to mni…