Przejdź do głównej zawartości

Posty

Przeanalizuj, zaplanuj, zrób!

Czego oczekuje kobieta, kiedy dostaje eleganckie, małe pudełko od mężczyzny, którego kocha? Oczywiście pierścionka z brylantem!  A jak się czuje, kiedy zamiast niego widzi np. monetę 1-groszową, bo ukochany sprawił jej symboliczny prezent? Cenzuralne odpowiedzi możecie przesyłać w komentarzach. 😁 W poprzednim poście zwracałam uwagę na to, że punktem wyjścia jest dobry "produkt" (choć w przypadku pracy nauczyciela to raczej usługa). Dopiero kiedy to mamy, warto pomyśleć o pięknym "opakowaniu" w marketingowym sensie. Jest ono jak obietnica czegoś wartościowego. Rozczarowanie odbiorcy, który przekonuje się, że nie ma w środku cennego "pierścionka", przełoży się na odbiór tego, co dajemy. /zdj. pixabay.com/ Proponuję 4 proste etapy, które pomogą Ci w procesie budowania marki. 1. Przeanalizuj to, co robisz. Mogą Ci w tym pomóc przykładowe pytania: Co jest Twoją mocną stroną, nad czym chcesz popracować, a co sobie odpuścić?  Jakie korzy...

Marka - kolorowa wydmuszka czy znak jakości?

Co się składa na markę? Może zacznę od wyjaśnienia samego słowa "marka".  Jak słusznie zauważyła moja znajoma, wcześniej wyraz ten oznaczał coś wysokiej jakości (funkcjonowało np. wyrażenie "markowe ubranie"). Obecnie bliższe jest znaczeniowo "logo", "znak rozpoznawczy", co nie jest już równoznaczne z wysoką jakością. Ja jednak uważam, że warto budować swoją markę tak, aby jednocześnie była związana z wysokimi standardami. Jest to ważne szczególnie obecnie, kiedy kolorowych "wydmuszek" (czyli osób, usług i towarów nie mających zbyt dużej wartości, a jedynie ładnie opakowanych) wokół jest naprawdę sporo... Najprostszym przykładem są celebryci znani z tego, że są... znani. Mam nadzieję, że zależy Ci na tym, aby za Twoją marką osobistą i zawodową (nauczycielską) stała też jakość... Pozostaje pytanie jak to zrobić? Pomocny będzie poniższy schemat: Można go porównać do góry lodowej: część pod grubszą, szarą kreską, czyli mi...

Nauczyciel na sprzedaż

Zapewne pracujesz w zawodzie nauczyciela już jakiś czas. Wiesz już, co jest ważne, aby dobrze wykonywać swoją pracę: znasz najważniejsze przepisy prawa oświatowego, podstawę programową, wykorzystujesz aktywizujące metody nauczania, szukasz nowych pomysłów na zajęcia z uczniami, dogadujesz się z nimi i ich rodzicami. Cieszy Cię, kiedy widzisz, jak dzieci chętnie angażują się w pracę, rodzice przychodzą rozmawiać, słowem: jesteś doceniany. Gdybym jednak podsumowała te działania stwierdzeniem, że dobrze się sprzedajesz, pewnie zazgrzytałbyś zębami i zaprotestował. Sprzedaż, a już na pewno sprzedaż siebie, większości z nas kojarzy się z wciskaniem kitu, manipulowaniem itp. Ogólnie: nic pozytywnego. Stąd też łączymy ze sprzedażą negatywne emocje. Jednak, biorąc pod uwagę rynek pracy, niezależnie od tego, czy jest to świadome, czy nie - sprzedajemy siebie, a dokładniej: szczególne i unikalne połączenie wykształcenia, wiedzy, kompetencji i umiejętności oraz doświadczenia, za które otrzymu...

Jak zmarnować Beethovena

Niedawno byłam na spotkaniu z reporterką Justyną Kopińską. To zachęciło mnie, żeby zapoznać się z jej tekstami zawartymi w zbiorze "Polska odwraca oczy".   Jak już zaczęłam, nie mogłam się oderwać. Szok, zaskoczenie i smutek z powodu losu bohaterów i bezduszności systemu, czyli jednocześnie konkretnych ludzi, którzy ten system tworzą. Wśród tych tekstów jeden szczególnie mnie przygnębił - ten o Grzegorzu Płonce, o którym mówią "Beethoven z Murzasichla". Dziś to już dorosły człowiek. Tak rodzice chłopca opisują swoje doświadczenia: "[W dzieciństwie] psycholog z Poradni dla Osób z Autyzmem w Warszawie zdiagnozowała autyzm. Psycholog w Ośrodku dla Osób Upośledzonych na Kamieńcu w Zakopanem uznała go za umiarkowanie upośledzonego. Na tej podstawie skierowano go do tego ośrodka, który zastępował mu szkołę. Na miejscu był neurolog, badania powtarzano co parę lat. Uwierzyliśmy w tę diagnozę. Aż w roku 2002, gdy Grześ miał 14 lat, pojechaliśmy z nim na badania...

Szkoła 'paper free'

W polskiej szkolnej rzeczywistości trudno wyobrazić sobie lekcje bez papieru:   papierowych książek, zeszytów, ćwiczeń i ton kserokopii. Ale są na świecie miejsca, gdzie nauczyciele i uczniowie nie potrzebują takich pomocy. Do wszystkich przedmiotów wystarczy jeden zeszyt! Nauczyciele mają też limit stron, które mogą kopiować - najczęściej wystarczy jedynie na testy. Taki sposób funkcjonowania jest obecny w Kanadzie, a dokładniej w London District Catholic School Board (poziom naszego liceum), gdzie uczy się Janek Staśkiewicz. Zadania, treści realizowane na lekcjach, prace domowe   - to wszystko jest dostępne na komputerach. Wyobrażacie sobie, jaki uczniowski plecak jest dzięki temu lekki? Oprócz kilku obowiązkowych przedmiotów, uczniowie wybierają też te, które ich interesują.   Nie ma więc tradycyjnych klas i profili. System opiera się raczej o grupy. To, co bardzo mi się spodobało, to założenie, że ci, którzy chcą iść szybko do pracy, nie zależy im na nauce, rea...

A miałam być kelnerką...

Odkąd pamiętam, na dziecięce bale karnawałowe byłam przebierana za kelnerkę. To prawda, chciałam być królewną i mieć piękną suknię z falbanami. Jednak często wygrywane konkursy na najlepsze przebranie przekonywały mnie, żeby w kolejnym roku znów zostać... kelnerką.  Mimo tej presji, nie dałam się zwieść. Kiedy tylko była okazja, sadzałam na wersalce swoje maskotki i uczyłam je, jak ładnie pisać literki i mówić wierszyki. Drąc się na cały głos, pokazywałam, jak ładnie śpiewać. Bywało też, że lalki i misie zastępowałam członkami rodziny i zmuszałam do wysłuchiwania np. jednej kolędy śpiewanej we wszystkich znanych mi wtedy językach.  Jako uczennica byłam zafascynowana moją panią od j.polskiego i plastyki, j.rosyjskiego i historii. Miałam też szczęście doświadczyć w szkole wsparcia i troski. Po latach, zbierając rodzinne historie, przekonałam się, że mój dziadek - Gabriel Rurarz - był przez jakiś czas nauczycielem. Zawód ten wykonywała też kuzynka mojej mamy, a obecnie rów...